Bez świeckiego państwa nie ma równości: dlaczego rozdział od kościoła to fundament

Równe prawa zaczynają się tam, gdzie kończy się przywilej jednego wyznania. Razem chce rozdziału państwa od kościoła: likwidacji Funduszu Kościelnego i przywilejów podatkowych, dobrowolnego podatku kościelnego, wycofania religii ze szkół i prawa opartego na Konstytucji, a nie na doktrynie religijnej. Pokazujemy, jak splot ołtarza z urzędem blokuje równość — z liczbami i źródłami.

Uliczna manifestacja w Paryżu w 1904 roku w sprawie rozdziału kościoła od państwa — historyczna fotografia tłumu przed kościołem

Kiedy mówimy o równości — małżeńskiej, wobec urzędu, wobec lekarza — okazuje się, że blokuje ją nie brak społecznego poparcia, lecz to, że polskie państwo od dekad prowadzi jedno wyznanie za rękę. Dopóki prawo czerpie uzasadnienia z doktryny religijnej, a jeden kościół ma budżetowy przelew i miejsce w klasie, dopóty równość zostaje warunkowa: przysługuje tym, których dominujący światopogląd akceptuje. Rozdział państwa od kościoła nie jest więc osobnym „tematem światopoglądowym" postawionym obok spraw równościowych, lecz warunkiem, na którym te sprawy się opierają.

Przywilej jednego wyznania to nierówność wszystkich

Mechanizm jest prosty i działa na dwa sposoby. Po pierwsze, pieniądz. Fundusz Kościelny powstał w 1950 roku jako rzekoma rekompensata za znacjonalizowane dobra kościelne — z tytułu przejętych nieruchomości, których dawno rozliczyć się nie da. Dziś opłaca głównie składki emerytalne i zdrowotne duchownych. W budżecie na 2025 rok zapisano na niego ponad 275 mln zł — kwotę rekordową w całej historii tej dotacji, po 257 mln zł rok wcześniej (PAP, projekt budżetu na 2025; Demagog, analiza kwoty Funduszu Kościelnego). Do tego dochodzą zwolnienia podatkowe i celne, z których korzystają związki wyznaniowe, a których nie ma stowarzyszenie ani fundacja robiąca to samo obok.

Sam Fundusz to wierzchołek. Łączne wydatki i przychody utracone państwa na rzecz kościołów i związków wyznaniowych partia Razem szacowała już wcześniej na rząd kilku miliardów złotych rocznie (składki katechetów, uczelnie wyznaniowe, zwolnienia podatkowe). Dane szacunkowe, poglądowe — rzędy wielkości, nie kwota z ustawy budżetowej.

Po drugie, obecność w instytucjach. Najbardziej widać ją w szkole. Katecheza jednego wyznania stoi w planie lekcji jak przedmiot, a krzyż wisi w sali, w której siedzą też dzieci niewierzące i innych wyznań. Nawet opinia publiczna przestała to firmować: w badaniu CBOS „Religia w szkołach" religię w szkole publicznej popierało 51% badanych, a sprzeciwiało się jej 43% — najniższe poparcie od pierwszego pomiaru w 1991 roku. Gdy pytać dokładniej, przewaga jest miażdżąca: za religią jako przedmiotem nieobowiązkowym opowiada się 72%, za obowiązkowym ledwie 24% (CBOS, „Religia w szkołach", 2024, komunikat K.097/24). Instytucja publiczna, która faworyzuje jedno wyznanie, po prostu wyklucza wszystkich pozostałych — a wykluczenie ze wspólnoty szkolnej bywa dla dziecka pierwszym doświadczeniem tego, że w tym kraju traktuje się je jak kogoś z doskoku, a nie u siebie.

Co konkretnie znaczy rozdział

Na rozdział państwa od kościoła składa się kilka policzalnych zmian prawnych, a nie sam symboliczny gest. Koniec finansowania jednego wyznania na specjalnych zasadach: zamiast Funduszu Kościelnego i przywilejów — dobrowolny podatek kościelny, który wierny sam wskazuje albo nie wskazuje nikogo, tak jak działa to od dawna w Niemczech czy we Włoszech. Wyprowadzenie katechezy z siatki godzin i symboli religijnych z urzędów, szpitali i szkół. I najważniejsze: zasada, że norma prawna nie może być wywodzona z doktryny religijnej. To ostatnie jest zwornikiem, bo właśnie stąd biorą się realne krzywdy — od klauzuli sumienia, którą lekarz zasłania się przed pacjentką, po prawo aborcyjne pisane pod jeden katechizm. Państwo świeckie nie zakazuje wiary; odbiera jednemu kościołowi prawo pisania ustaw za resztę obywateli.

Warto tu odróżnić kolejność. Konkordat, podpisany w 1993 roku i ratyfikowany dopiero w 1998 (Dz.U. 1998 nr 51 poz. 318, ISAP), do dziś umocowuje uprzywilejowaną pozycję Kościoła katolickiego jako umowa międzynarodowa. Ale gros przywilejów da się ruszyć zwykłą ustawą i decyzją budżetową, bez czekania na renegocjację ze Stolicą Apostolską. Świeckości nie trzeba odkładać do czasu, aż „naród dojrzeje" — jej wprowadzenie jest zadaniem legislacyjnym możliwym do wykonania od zaraz.

Co proponuje Razem

Wprowadzimy rozdział państwa od kościoła: zlikwidujemy Fundusz Kościelny, bonifikaty i inne przywileje kościołów i związków wyznaniowych, w tym te podatkowe. Kościoły i związki wyznaniowe będą finansowane z dobrowolnego podatku kościelnego pobieranego od swoich wiernych. Wycofamy lekcje religii ze szkół oraz symbole religijne z instytucji publicznych.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Polska wolności, równości i solidarności”, pkt 1, partiarazem.pl

W praktyce oznacza to cztery konkretne kroki:

  • Likwidacja Funduszu Kościelnego oraz przywilejów — bonifikat i zwolnień, także podatkowych, którymi związki wyznaniowe różnią się dziś od zwykłych organizacji pozarządowych.
  • Dobrowolny podatek kościelny — kościoły i związki wyznaniowe finansują się ze składki pobieranej od własnych wiernych, którzy sami decydują, kogo wspierają.
  • Wycofanie lekcji religii ze szkół — katecheza wraca tam, gdzie jest jej miejsce, poza obowiązkową siatkę godzin szkoły publicznej.
  • Usunięcie symboli religijnych z instytucji publicznych — urząd, szpital i szkoła zachowują bezstronność światopoglądową wobec wszystkich, których obsługują.

Te postulaty domykają się z resztą programu równościowego dopiero wtedy, gdy widać ich wspólny mianownik: prawo oparte na Konstytucji, a nie na katechizmie. Najostrzej czuć to przy prawach reprodukcyjnych, gdzie klauzula sumienia i doktrynalny zakaz aborcji odbierają kobietom świadczenia, które formalnie im przysługują — co w sieci rozkładamy na czynniki przy okazji aborcji na żądanie do 12. tygodnia. Równość osób LGBT+, równość kobiet i świeckość państwa układają się w jedną linię, a nie w trzy osobne hasła: dopóki jeden światopogląd ma budżet i ustawodawczy przywilej, „równi wobec prawa" pozostaje deklaracją, nie stanem faktycznym.

Źródła i dalsza lektura